Grupa Oto:     Bolesławiec Brzeg Dzierzoniów Głogów Góra Śl. Jawor Jelenia Góra Kamienna Góra Kłodzko Legnica Lubań Lubin Lwówek Milicz Nowogrodziec Nysa Oława Oleśnica Paczków Polkowice
Środa Śl. Strzelin Świdnica Trzebnica Wałbrzych WielkaWyspa Wołów Wrocław Powiat Wrocławski Ząbkowice Śl. Zgorzelec Ziębice Złotoryja Nieruchomości Ogłoszenia Dobre Miejsca Dolny Śląsk

Bolesławiec
Wojenna zagadka z  wrzosowiska

     autor:
Share on Facebook   Share on Google+   Tweet about this on Twitter   Share on LinkedIn  
Przepastne Bory Dolnośląskie od dawien dawna urozmaicały piękne wrzosowiska - i chociaż dzisiaj na miejscu poznanych przed dekadami rośnie wysoki las, to w innych zakątkach kniei przełom lata i jesieni także obecnie przynosi miodny zapach - a puszczańskie dukty przy fioletowo-liliowych łanach goszczą wtedy pasieki.
Wojenna  zagadka  z  wrzosowiska

Wojenna  zagadka  z  wrzosowiska
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Wojenna  zagadka  z  wrzosowiska
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.Wojenna  zagadka  z  wrzosowiska
kliknij na zdjęcie, aby powiększyć.

Pszczelarze ze swoimi ulami pokonują czasem wiele kilometrów, by ich pracowite owady mogły zgromadzić w pniach produkt o uznanych walorach smakowych i docenianej wartości leczniczej.

Niektórzy właściciele dużych pasiek posiadali niegdyś malownicze „budy”, przemyślnie konstruowane na zdobytych gdzieś, starych przyczepach rolniczych bądź innych, nawet jednoosiowych podwoziach. W nich wygodnie biwakowali przez kilka tygodni, pilnując zwiezionego do puszczy dobytku. Wieczorami okoliczna knieja kipiała głosami jej dzikich mieszkańców, a urokliwe świty witały nowy dzień lśniącymi kroplami rosy, rozwieszonymi na misternych pajęczynach.

Jedno z wrzosowisk, odgrodzone szerokim pasem starodrzewu od betonowej autostrady, nosiło ślady działań militarnych. Pod koniec drugiej wojny światowej wycofywały się tamtędy resztki niemieckich oddziałów wojskowych. W samym centrum owego wrzosowiska strzelała ku niebu kępa kilkudziesięcioletnich świerków, rosnących na stokach samotnego pagórka. Ponieważ pszczoły królowały tam niepodzielnie, ewentualne dotarcie do tego wzniesienia raczej nie wchodziło w rachubę. Wymagało to bowiem przejścia przez miodną, śródleśną enklawę, huczącą milionami małych skrzydełek.

Z różnych powodów ponowne odwiedzenie tamtego rejonu nastąpiło dopiero po wielu latach, gdy nie było już wrzosowiska, za to rósł tam dorodny las, więc odszukanie pagórka zajęło sporo czasu.

W istocie były to obwałowania okopu jakiegoś dużego pojazdu. Zagłębienie pomiędzy nasypami, mocno już spłaszczonymi przez ulewy i topniejące śniegi, porastała rachityczna trawa, spod niej zaś wyzierał koniec całkowicie skorodowanego drutu kolczastego. Wyciągnięty spod darni wywlókł na powierzchnię jakąś wielką nakrętkę. Deszcze rozmyły zwłaszcza przedpiersie okopu, nieco odsłaniając bok tkwiącego w nim dużego, walcowatego przedmiotu. Jego kolor i gładka powierzchnia sugerowały, iż może to być zwykły fragment kamionkowej rury kanalizacyjnej.

Ostrożne usunięcie piasku, utrzymującego domniemaną rurę w zboczu wału spowodowało, że do jego podnóża stoczyła się ciężka, wypełniona ziemią gilza. Po dokładnym oczyszczeniu i umyciu łuski można było odczytać wybite na jej denku napisy tudzież dokonać stosownych pomiarów. Była to wykorzystana przed laty część dwudzielnej amunicji.

Średnica wystrzelonego za jej pomocą pocisku wynosiła niemal dokładnie 150 mm, wyprodukowano zaś ją w 1943 roku. Parametry znalezionego przedmiotu szybko ujawniły, że z takiej amunicji korzystało między innymi niemieckie samobieżne działo „Hummel” (trzmiel). Jego podstawowe uzbrojenie stanowiła haubica 15 cm sFH18/1, właśnie kalibru 150 mm (a dokładniej 149,1 mm).

Dużą wadą tego wozu na polu walki był jednak skromny zapas amunicji, jaki można było zabrać do ciasnego wnętrza maszyny, wynoszący maksymalnie osiemnaście kompletów naboi. Osobno ładowano pociski o różnym przeznaczeniu bojowym, osobno łuski z materiałem miotającymi, przechowywanym w woreczkach. Odpowiednio dobrana ilość tych mieszków z prochem, wkładanych do łuski, nadawała pociskowi pożądaną przy konkretnym strzale prędkość wylotową.

Czy z leśnego okopu strzelał niemiecki „Hummel” – można tylko snuć takie przypuszczenia. Zwłaszcza, że amunicji o podobnych parametrach używała też holowana nazistowska haubica 15 cm sFH 18, przy czym owo ciężkie działo do przemieszczenia wymagało użycia ciągnika, zwykle półgąsienicowego Sd.Kfz. 7.

W dość trudnym, zalesionym terenie, przy tym mając na karku oddziały sowieckie, taki zestaw artyleryjski byłoby jednak mniej mobilny niż samobieżny „Hummel” - i raczej nie pętał się po puszczy.

W końcu trudno też stwierdzić, czy wykopane w pobliżu autostrady solidne stanowisko to pozostałość po bezpośrednich działaniach wojennych – czy raczej ślad jakichś wcześniejszych ćwiczeń, wszak był to kiedyś obszar niemieckiego poligonu. W materiałach źródłowych nie ma jednak informacji o stałym stacjonowaniu w Świętoszowie takich dział samobieżnych, ani też haubic 15 cm sFH 18.

Jak łuska znalazła się w przedpiersiu leśnego okopu – tego raczej nie uda się nigdy ustalić. Dzisiaj za to stanowi ozdobę kolekcji wojennych gilz.


Zdzisław Abramowicz



OtoZiebice.pl © 2007 - 2021 Otomedia sp. z o.o.
Redakcja  |   Reklama  |   Otomedia.pl